Podróże

Spitsbergen – terapia pięknem i szczęściem

Spitsbergen - Elena Tronina
Spitsbergen – Elena Tronina

Pełnia szczęścia

Szczęście na poziomie komórkowym i inne obowiązki, poza podziwianiem lodowców. O tym jest ten tekst.

Kiedy lista miejsc i atrakcji rośnie i chce się opowiedzieć tak wiele, kiedy cały długi polarny dzień jest wypełniony wrażeniami, a wycieczka dobiegła refleksyjnego punktu „połowy” i już zupełnie naturalnie i bez przenośni nazywamy jacht Azymut swoim domem, myślę jest to odpowiednia chwila na małe podsumowanie – jak mija nam czas.

Niezwykła codzienność

Tu, na jachcie Azymut, nawet w codzienności nie ma rutyny, chociaż to nie znaczy, że nie mamy obowiązków.

Życie jest podzielone 2 godzinnym wachtami na 8 godzinne odcinki. Jest też obowiązek kambuzowy. A bardzo przydatnym nawykiem, który chciałabym zabrać do swojej codzienności, jest nawyk odkładania rzeczy na swoje miejsce, utrzymywanie porządku i sprzątania po sobie. Czy udało mi się was wystraszyć?

Ale czego tu się bać – obowiązki to tylko oś narracji. A poza tym, obowiązki wykonywane z przyjemnością, to właściwie tylko wzbogacenie wyprawy o kolejne doświadczenia.

Sam na sam z morzem

Weźmy, na przykład wachty. Nawet ja, czyli osoba, która w ogóle pierwszy raz w życiu jest na statku, taką wachtę potrafi odbyć. Po pierwsze, statek prowadzi się sam i nad wszystkim nieustannie czuwa kapitan. A te dwie godziny sam na sam ze sobą i morzem – tej części wyprawy nie zamieniłabym na nic innego.

Rejs na Spitsbergen
Rejs na Spitsbergen

Pokładowy rytm

Na początku może i trudno przyzwyczaić się do tego 8 godzinnego rytmu, ale to jedyny rytm, który zastępuje nasz zwykły „dzienno-nocny”. Nie znajdę innego słowa niż „niesamowite” na określenie doświadczenia zatracenia poczucia czasu.

U nas nawet powstał żart: kiedy mówimy, że coś wydarzyło się dziś, to dopytujemy, czy to było wczorajsze dziś, czy dzisiejsze dziś, a może to w ogóle było jutro… tu dopiero doświadcza się tezy, że czas jest relatywny. Słonecznie może być i w środku nocy i wachty zaznaczają punkt czasu od i do. Jak pinezki przypinają wydarzenia do materii rzeczywistości. Przestaliśmy używać zegarków do mierzenia czasu, czas nam upływa między wachtami.

Piękno otaczającego świata

A czas nam upływa bardzo przyjemnie. Piękno mijanych widoków jest włączone w ciąg przeżytych dni. Nie przestaje zachwycać, ale chociaż tak zmienne, jest na stałe wpisane w naszą rzeczywistość. Tak samo jak w codzienność są wpisane wspólne posiłki, kiedy słowo wspólny nie służy tylko do określenia przestrzeni, tylko do określenia ducha.

Codzienność to też ciepło kajuty, kiedy wraca się zziębniętym po „desancie” na ląd. Ale wśród tych codziennych przyjemności jest kilka, których możecie nam szczerze zazdrościć i które chociaż nie zajmą wcale miejsca w bagażu podręcznym są tak ogromne i trwałe, że żaden pumeks dni przyszłych nie będzie w stanie zetrzeć jaskrawość przeżytego.

Lodowce w słońcu

Czy widzieliście lodowce w blasku słońca o północy? Czy słyszeliście dźwięk odłamujących się gór lodowych cielącego się lodowca, czy widzieliście te wszystkie odcienie bieli i niebieskiego, przezroczystość tysiącletniej kry lodowej. Czy myślicie, że nadużywam słowa „lód”?

Spitsbergen
Spitsbergen

Po tym, jak zobaczy się Spitsbergen, to słowo chce się nadużywać, obracać językiem, jak cukierek, smaku, którego nie chce się zapomnieć. Lód – to szczęście no poziomie komórkowym.

Widok lodowca w blasku słońca najbardziej opisuje słowo majestatyczny, ale jeszcze bardziej opisuje jego milczenie. Może to było ponad godzinę, a dla nas jedynie nieprzerwana minuta milczenia, milczenia zapadania się w siebie, minuta wystarczalności tylko tej trwającej chwili. Tak naprawdę nas tam nie było, na lodowiec patrzyła lepsza wersja nas samych, lepsza, bardziej otwarta na prawdę, pełniejsza i… szczęśliwsza.

Absolutne szczęście

Zawsze myślałam, że chwila absolutnego szczęścia, zgody ze sobą przyjdzie razem z fajerwerkami i może z jaskrawym transparentem w stylu: ”Teraz mnie masz. Twoje szczęście”. A tu tak po prostu, zwyczajnie, w ciszy dyskretnie podkreślanej dźwiękiem topniejącego lodu zdajesz sobie sprawę, że od tej chwili chcesz nazywać siebie szczęśliwym człowiekiem. Że spoglądasz na rzeczy tak niewymownie piękne, że teraz możesz wszystko, łącznie z uwierzeniem w siebie, z pogodzeniem się ze sobą i zaprzestaniem ze sobą walki.

I teraz nawet wspomnienie tego uczucia to będzie jak droga do domu, w każdej rzeczywistości będzie można trafić do siebie, jeżeli przeżyłeś proces odnowy na poziomie komórkowym. Miejsce Spitsbergen. Czas rzeczywisty. Terapia dobrana indywidualnie przez twoje własne serce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *